wn.com

Roque de los Muchachos

W 3 i 4 dzień zaplanowaliśmy wejść na Roque de los Muchachos, najwyższy szczyt La Palmy. Szlak pieszy zaczyna się w okolicy Tazacorte. My zaczęliśmy od miejscowości El Time, na wysokości 500 m n.p.m. Przed nami 15 km trasy w poziomie i prawie 2 km w pionie.

Do El Time dostaliśmy się autobusem po wcześniejszym pokonaniu paru km pod górkę na przystanek autobusowy w Los Cancajos. Lokales na przystanku ostrzegł nas, że na szczycie będzie FRIO.
W El time znajdował się punkt widokowy naniżej znajdujące się plantacje bananów, dużą ilość serpentyn i widok na miasto Los Llanos.

Tak więc zaczęliśmy wędrówkę, byliśmy dość mocno zapakowani. Ja do plecaka ze sprzętem miałem przytroczony: śpiwór, statyw i kurtawę. Gosia zabrała jedzenie, napoje i łakocie.

Kilometry nie leciały szybko, pomału pokonywaliśmy kolejne, mając świadomość, że wejdziemy na szczyt zbyt późno.
Widoki po drodze były niesamowite, krok po kroku przechodziliśmy warstwy chmur. Były miejsca, gdzie chmury przepływały z jednej strony grani na drugą, wiał wtedy zimny wiatr. Powietrze w momencie robiło się chłodne i wilgotne.
Na szczyt dotarliśmy po ponad 7 godzinach wędrówki. Było już ciemno i wiał zimny wiatr. Chcieliśmy przezipować noc na szczycie, ale po 10 min przyjechał pan ochroniarz. Uświadomił nam, że obserwatorium astronomiczne( 2 największe na świecie), właśnie pracuje i nie możemy tu przebywać.

Chłop zwiózł nas ze szczytu góry jakieś 200 m niżej. Powiedział, że od 6 rano droga na szczyt będzie wolna.
W pewnym momencie coś go olśniło i spytał nas gdzie nasze auto. Odpowiedzieliśmy, że mieliśmy zamiar spać na szczycie i przyszliśmy na piechotę. Ostrzegł nas, że temp. w nocy spadnie do 1’C i zaproponował nocleg w kontenerze dla budowlańców, ale jak dodał „Only for one night”. Pozwolił mi zrobić zdjęcia ale tylko do wysokości lądowisk na helikoptery i ostrzegł, że po drodze mogę jechać zaspani astronomowie.

Całe szczęście, że pozwolił nam spać w tym kontenerze. Zapakowani po uszy w ciuchy mieliśmy ze sobą czapki zimowe i rękawiczki. Spaliśmy w jednym śpiworze. Faktycznie było FRIO, budziliśmy się co godzinę licząc, że to już 6 rano.
Dobiła 6 na zegarku, ale my nie udaliśmy się na szczyt tylko w 22km trasę w dół do miejscowości Santo Domingo. Po ciężkiej nocy nie miałem ochoty na zdjęcia. Teraz trochę, żałuję!




























thomasz 29.12.2013, 11:28

byliśmy przez wakacje, a jeśli chodzi o W&T to z każdego po trochu ;)

thomasz 28.12.2013, 22:57

no niezłe historie. jest co wspominać, a fotki przednie!

Powrót